“Rosja nie zmieni swojego stanowiska w sprawie Syrii pod naciskiem z zewnątrz”. Powiedział dziennikarzom Minister Spraw Zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow.
I w zasadzie to zdanie nie powinno wymagać komentarza. Nie usłyszeliśmy przecież nic ponad to, co szef rosyjskiej dyplomacji powtarza od ponad roku. Stanowisko Rosji rzeczywiście jest niezmienne, ale obecna sytuacja w Syrii i dokładny czas tej ostatniej wypowiedzi Ławrowa muszą prowokować do refleksji.
Otóż specjalny wysłannik ONZ i LPA do Syrii, Kofi Annan przedstawi niebawem Radzie Bezpieczeństwa raport na temat sytuacji w tym kraju. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, ogłosi on zapewne fiasko swojej misji.
W ciągu ostatnich tygodni, mimo obecności obserwatorów ONZ, w Syrii w wyniku walk, bombardowań lub zamachów terrorystycznych ginęło co najmniej kilkadziesiąt osób dziennie. Regularnie, mimo zawieszenia broni, ostrzeliwany i bombardowany jest bastion rebeliantów, miasto Homs.
Natomiast 10 maja, kiedy Ławrow kolejny raz powtórzył jak mantrę rosyjskie stanowisko, w obszarze metropolitalnym syryjskiej stolicy eksplodowały dwa samochody z materiałami wybuchowymi. Jak wynika z informacji Rządowego Centrum Dowodzenia, zginęło 55 osób a 300 zostało rannych. Całkowitemu zniszczeniu uległ budynek syryjskiego wywiadu. Ostatni atak terrorystyczny w Damaszku był najpoważniejszym ze wszystkich dotychczasowych od początku trwającej od 14 miesięcy rebelii.
Według danych ONZ, całkowita liczba ofiar konfliktu, który trwa w Syrii od ponad roku, przekroczyła 9 tys. 230 tys. musiało opuścić swoje domy jako uchodźcy, a około 1 mln osób potrzebuje pomocy humanitarnej.
Mimo istnienia powyższych przesłanek, nie ma mowy o zmianie rosyjskiego stanowiska. Obok oświadczenia Ławrowa, pojawiła się doskonale z nią współgrająca wypowiedź wicepremiera Rogozina na temat sprzedaży broni dla reżimu al-Asada:
“Ograniczenia dotyczące sprzedaży broni z Rosji do Syrii może nałożyć tylko rezolucja ONZ. Jeśli nie ma rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, mamy obowiązki, które nakładają na nas umowy z Damaszkiem”.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że co czwarta umowa dotycząca sprzedaży broni z Rosji w latach 2007-2010 była umową zawartą z reżimem al-Asada. Rogozin dodał, że Rosja:
“W każdym przypadku, gdy sprzedaje broń, robi to z myślą o jej obronnym charakterze, a nie możliwościach ofensywnych”.
Zastanawiając się nad tak dużą nieustępliwością Moskwy w kwestii syryjskiej, zupełnie “przypadkiem” trafiłem na niezwykle interesującą analizę. Autorem jest doktor nauk ekonomicznych, kierownik rosyjskiego Centrum Zarządzania Strategicznego Handlem oraz wiceprezes rosyjskiego Komitetu Solidarności z narodami Libii i Syrii – Marat Musina. Całość opracowani można w zasadzie podsumować jednym zdaniem cytując autora:
“Niewiele osób wie, że w Syrii odkryto jedne z największych na świecie złóż gazu – między Homs i Damaszkiem.”
Musina twierdzi, że od samego początku, czyli od rozpoznania złóż, które trwało około 5 lat, w projekcie uczestniczył Gazprom. Rosyjska perła, która zatrudnia 300 tys. pracowników, a zobowiązania podatkowe stanowią ćwierć budżetu Rosji potrzebuje jeszcze od 7 do 10 lat, aby zbudować odpowiednią infrastrukturę i rozpocząć pełną eksploatację złóż.
Plany te mogłyby zostać pokrzyżowane w razie upadku reżimu al-Asada.
Kontakt z autorem: piotrwozniak@politykawschodnia.pl



